Mapa nie załadowała się w tym podglądzie. Po osadzeniu z dostępem do zasobów zewnętrznych wraca pełna warstwa mapowa.
Plaża - lustro polskiego turysty
“Jak ważna jest czystość wody?”, “Czy plaża musi być szeroka?”, “Jak ważna jest dla ciebie baza gastronomiczna?” – odpowiedzi na pytania zawarte w naszym kalkulatorze pozwoliły nie tylko wskazać najlepsze miejsca na wypoczynek, ale także stworzyć kompletny portret nadbałtyckiego turysty. Jakie pragnienia, potrzeby i wakacyjne marzenia się z niego wyłaniają?
Polskiego turystę, który spędza urlop nad Bałtykiem, nie jest łatwo zaszufladkować. To nie “plażowicz od parawanu” ani samotnik uciekający od świata. Jest dużo bardziej świadomy i ostrożny. Jak zauważa dr Dominik Lewiński, komunikolog i ekspert w zakresie turystyki oraz trendów podróżniczych, „to człowiek, który jedzie nad morze nie po przygodę, tylko po dobrze działający urlop”.
Najważniejsze? Wakacje pod kontrolą
Przyjrzyjmy się polskiemu turyście nad Bałtykiem. Rano wychodzi z kwatery czy hotelu i w kilka minut jest na plaży. Nie musi szukać miejsca, nie błądzi. Jego idealna plaża jest szeroka, woda wygląda na czystą, obok jest ratownik. Przebieralnie są dostępne, toalety nieskalane brudem, a do beach baru, w którym kupi napój, by się schłodzić, nie jest daleko. I to wcale nie jest luksus, a standard, którego polski turysta oczekuje.
Później także jego codzienna rutyna nie jest skomplikowana. Nie spędza długich godzin na zastanawianiu się, gdzie zje obiad. Wie, że “coś się znajdzie”. Nie potrzebuje stu restauracji, ale chce mieć pewność, że nie zostanie z niczym. Wieczorem może pójść na spacer – trochę promenady, trochę zieleni, może kawiarnia z widokiem. Na wakacjach nie potrzebuje wielkiego miasta, ale też nie chce być odcięty od świata. Chce mieć sytuację pod kontrolą i odpoczywać na swoich zasadach.
To poszukiwanie standardu i rutyny da się zdaniem eksperta logicznie wytłumaczyć. Dziś wakacyjny tryb Polaka wyznaczają czas, limit urlopowych dni, koszty i nierzadko skomplikowana logistyka. To właśnie dlatego turysta nie zamierza podejmować zbędnego ryzyka. Nie szuka już przygody w klasycznym sensie.– Stał się bardziej wygodny, przyzwyczajony do tego, że wszystko jest gotowe i pewne, a jego wakacje muszą się udać, bo przecież długo i ciężko na nie pracował – podkreśla dr Lewiński.
Klucz do udanego urlopu? Wybór
Dlatego, nawet gdy nad Bałtykiem zacznie siąpić deszcz i wiać zimny wiatr, infrastruktura ma zapewnić alternatywę – rozrywkę, gastronomię i zaplecze rekreacyjne. Tak myśli choćby 44-letni Marcin z Warszawy, który wraz z żoną i trojgiem dzieci od dekady jeździ na wakacje do Świnoujścia. – Chyba najbardziej lubię, to, że łatwo tu o atrakcje. Jak dzieciakom znudzi się plaża, to jedziemy rowerami do Niemiec, bo trakty przy promenadach są połączone. Jak za bardzo wieje, zbieramy się na jezioro w nieodległej – dzięki tunelowi – Wisełce. Jak chcemy plażowania z dala od tłumów, to kilka minut jazdy i są praktycznie dzikie plaże w Świętoujściu. A kiedy popsuje się pogoda, to jest nowy aquapark, wyprawa nad turkusowe jezioro i archipelag w Lubiniu, a mniej więcej godzinę jazdy samochodem dawny poligon rakietowy w Penemunde, czy muzeum samolotów w Herringsdorfie.
Podkreśla, że nie przeszkadza mu nawet rezerwowanie kwater oddalonych od morza ponad kilometr. – Najbardziej lubię osiedle Platan, jakiś kilometr od plaży, bo oprócz tego, że w 15 min jesteśmy nad wodą, to łatwo przejść się do centrum, portu albo przepłynąć promem z Uznamu na Wolin – kwituje.
Jeden turysta, dwie twarze
Dzięki analizie danych i właśnie takim głosom dochodzimy do ciekawego wniosku: polski turysta ma dwie twarze, które tylko pozornie są ze sobą sprzeczne.
– W gruncie rzeczy mamy do czynienia z pewnym napięciem: między potrzebą komfortu i dostępności usług a pragnieniem odosobnienia i regeneracji – mówi dr Lewiński. Co ważne, te potrzeby się nie wykluczają. – Ta sama osoba może czasem chcieć wypoczywać bardziej wygodnie, a czasem bardziej kontemplacyjnie – dodaje.
Dwa bieguny idealnej plaży
Dlatego tak wysoko w rankingu 20 najlepszych plaż – na miejscu drugim i trzecim – pojawiają się jednocześnie Kołobrzeg oraz Pogorzelica, które przecież są skrajnie różne.
Kołobrzeg odpowiada na potrzebę “wszystko na miejscu”. Ma noclegi, gastronomię, kąpieliska, logistykę. Jest bezpiecznym wyborem dla tych, którzy chcą mieć pewność, że niczego nie zabraknie.
Pogorzelica działa inaczej. Odpowiada na potrzebę: „chcę, żeby było równie dobrze, ale spokojniej”. Ma las, czystą wodę, ciszę. Wygrywa klimatem i poczuciem bardziej świadomego wyboru. – Jedną z najczęściej wymienianych zalet takich miejsc jest brak tłumów, cisza i spokój – zauważa ekspert.
To dwa bieguny tej samej potrzeby: jakości i pewności.
Sekret miejsca, które wygrało ranking
A do tego dochodzi trzeci element, który najwięcej mówi o polskim turyście i którym najłatwiej wytłumaczyć zwycięstwo w naszym rankingu Mielna. Otóż, typowy nadbałtycki polski turysta – kroczy środkiem. Nie szuka ani pełnego ludzi kurortu, ani pustki. Szuka miejsca, które nie wymaga wyboru jednego kosztem drugiego. I takie jest właśnie Mielno, które w naszym rankingu wygrało, choć właściwie w żadnym zestawieniu nie miało zdecydowanej przewagi nad swoimi „rywalami”. Jest jednak najlepsze do wypoczynku na co składają się wystarczająca infrastruktura, plaża blisko kwater, ceny bardziej „do życia” niż kurortowe.
Kołobrzeg oferuje pewność przez kompletność.
Pogorzelica – przez spokój i jakość.
Mielno – przez dobrze trafiony kompromis.
Jak zmienił się styl naszego wypoczywania?
To jednak nie tylko opowieść o trzech miejscowościach, ale o głębszej zmianie. Jak przypomina dr Lewiński, początki masowej turystyki – choćby we Francji – były związane przede wszystkim z odpoczynkiem robotników. We Francji już w XIX w. z urlopów korzystali np. Urzędnicy, ale w 1936 r. wprowadzono pierwsze powszechne płatne urlopy dla wszystkich pracowników najemnych, a szczególnie skorzystali na tym robotnicy. Ustawy przyznały pracownikom 2 tygodnie płatnego urlopu rocznie oraz skróciły tydzień pracy do 40 godzin. – To był model wakacji jako odpoczynku, regeneracji sił – mówi. Dopiero później pojawiła się turystyka nastawiona na intensywne doświadczanie, zwiedzanie i kolekcjonowanie przeżyć – które często kończy się zmęczeniem zamiast relaksu.
Dziś wiele wskazuje na to, że wracamy do tej pierwotnej funkcji wakacji. To w dużej mierze efekt tempa życia i rosnących obciążeń psychicznych. W takich warunkach wakacje przestają być intensywną eksploracją, a stają się narzędziem regeneracji. – Coraz częściej chcemy po prostu odpocząć, a nie wracać zmęczeni z urlopu – podkreśla Lewiński.
Urlop do wyciszenia, nie do zaliczenia
Chętnie wybieramy miejsca i formy wypoczynku, które pozwalają nam się wyciszyć – nawet kosztem atrakcyjności czy spektakularnych przeżyć. Paradoksalnie rośnie wartość czegoś, co kiedyś było postrzegane negatywnie: nudy. – Kiedyś nuda była przekleństwem, dziś jest luksusem – zauważa ekspert. Stan, w którym nic nie musisz i nic cię nie goni jest prawdziwą nagrodą. A to oznacza jedno: z urlopu jako przygody przeszliśmy do urlopu, który ma pozwolić nam naprawdę odpocząć. – W przyszłości konkurencyjne mogą być zatem te miejsca, które nie tylko oferują atrakcje, ale też – paradoksalnie – pozwalają się ponudzić. Można powiedzieć pół żartem, pół serio: kurorty powinny oferować… wysokiej jakości nudę. To właśnie ona może się okazać najbardziej poszukiwanym dobrem – podsumowuje dr Lewiński.